24 października 2026

Komentarz na niedzielę 25 października

Nasza parafianka - Marzena Janicka, która - jak sama zaznacza - nie jest teologiem, dzieli się z nami przemyśleniami na temat czytań z Pisma Świętego, które jutro, w niedzielę, usłyszymy podczas Mszy świętej.

Przeczytajmy te refleksje. Niech jej słowa pomogą nam otworzyć się na Boże Słowo.

 

Komentarz do Liturgii Słowa na niedzielę 25 października 2026 roku

Rok A

Wj 22, 20-26

Ps 18 (17), 2-3a. 3b-4. 47 i 51ab

1 Tes 1, 5c-10

Mt 22, 34-40

 

Stworzyciel to wspaniały Opiekun najsłabszych, który nie zawaha się ukarać każdego, kto skrzywdzi zwłaszcza niemogących się obronić. Na Boga zawsze można liczyć, jeśli się Jemu oddaje, a to oznacza wyzbycie się grzechu, odrzucenie bożków i podążanie drogą Jego przykazań. On nigdy nas nie zostawi, ochroni przed wrogami, jak Dawida, wyprostuje nasze drogi. Jakże nie kochać takiego Ojca? Nasza miłość jednak nie może być powierzchowna, musimy angażować dla niej całe serce, duszę i umysł, bo Bóg jest najważniejszy. Jednocześnie, kochając Boga, nie możemy nie zauważać drugiego człowieka, szczególnie odtrąconego, ubogiego. „Jeśli nasze działania rzeczywiście mają początek w kontemplacji Chrystusa, to powinniśmy umieć Go dostrzegać przede wszystkim w twarzach tych, z którymi On sam zechciał się utożsamić”1.

W perykopie z Księgi Wyjścia czytamy, że nasze relacje z Bogiem są związane z naszymi relacjami z drugim człowiekiem. Nie możemy kochać Boga i nie kochać innych ludzi, pamiętając, że miłość ma różne oblicza. Miarą pobożności jest to, jak traktujemy niemogących się obronić, tych najuboższych, z nizin społecznych. Nie wolno też wykorzystywać złej sytuacji drugiego człowieka dla osiągnięcia korzyści: „Jeśli pożyczysz pieniądze ubogiemu z mojego ludu, żyjącemu obok ciebie, to nie będziesz postępował wobec niego jak lichwiarz i nie każesz mu płacić odsetek”. Trudno nie skojarzyć nakazów w omawianym fragmencie ze swoistym kodeksem postępowania, który bibliści nazywają „Kodeksem Przymierza”2 . W tej części Księgi Wyjścia czytamy o tym, jak należy postępować wobec trzech grup społecznych, które w rzeczywistości starożytnego Izraela były zmarginalizowane, pozostawione samym sobie, bez opieki ze strony społeczeństwa czy państwa: cudzoziemcy (przybysze), wdowy i sieroty oraz ubodzy i dłużnicy. Izraelici nie mogą gnębić przybysza, pamiętając, że przecież sami doświadczyli wygnania i niewoli (babilońskiej), wiedzą więc, co czuje osoba odtrącona, wyobcowana. Wdowy i sieroty, to kolejne bezbronne ekonomicznie i społecznie jednostki, zdane na siebie, o czym dowiadujemy się także w innych częściach Starego Testamentu. Na przykład z  Księgi Powtórzonego Prawa (24, 19-22) wiemy, że wdowy i sieroty zbierały resztki z pól. Bóg roztacza swoją opiekę nad tymi, których nikt nie ochroni. Grozi surowymi konsekwencjami, gdyby usłyszał skargę którejkolwiek z nich: „Jeślibyś ich skrzywdził i poskarżą Mi się, usłyszę ich skargę, rozpali się gniew mój, i wygubię was mieczem (…)”. W Nowym Testamencie okazywanie pomocy bliźnim, szczególnie zepchniętym na margines społeczny, to przecież wyznacznik miłości do Boga: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść, byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” (Mt 25, 35). 

Po perykopie z Księgi Wyjścia następuje piękny psalm o tym, że Bóg to Opoka, na którą zawsze można liczyć. Król Dawid doskonale zna Boską opiekę i siłę, bo sam jej doświadczył. Został uratowany przez Wybawiciela przed dzikimi zwierzętami i wrogami, np. przed królem Saulem, który z zazdrości o sukcesy Dawida ścigał go latami, żeby zabić, bezskutecznie. Dlatego Dawid wznosi pieśń dziękczynną  do Stwórcy za obdarowanie łaską. Dawid wyznaje Bogu miłość, bo wie, że zawdzięcza Mu wszystko, i że tylko z Panem będzie bezpieczny.

We fragmencie Listu do Tesaloniczan Paweł, „apostoł narodów” (Rz 11, 13) wyraża wdzięczność za wiarę nowej wspólnoty. Tesaloniczanie przyjęli wiarę pomimo ucisku ze strony otoczenia (ortodoksyjnych Żydów i rzymskich sąsiadów), co jest najlepszym dowodem na to, że wstąpienie na drogę Prawdy nie jest zależne od zewnętrznych okoliczności, ale wynika z duchowej potrzeby, z chęci odnalezienia sensu – życia w Prawdzie. Co więcej, przyjęcie wiary do serca pozwala przetrwać najtrudniejszy czas chwalebnie. Niesienie krzyża i naśladowanie Pana jest nie tylko wzorem dla innych, ono zbliża do Niego. Paweł nauczał Tesaloniczan, ci zaś swoim postępowaniem stali się nauczycielami dla innych. Ich przemiana była tak wielka, że wieść o niej rozeszła się nie tylko w Macedonii i Achai, „wszędzie dała się poznać". Tesalończycy odwrócili się od bożków i poszli drogą Boga aż do Zbawienia. Bardzo optymistyczne jest zakończenie tego fragmentu, zapowiada ono ponowne przyjście Syna Bożego  (paruzja) – „Wybawcę" od ostatecznego potępienia i konsekwencji grzechu.

Perykopa z  Ewangelii św. Mateusza traktuje o kolejnej pułapce zastawionej przez faryzeuszy na Jezusa, pytają o najważniejsze Jego zdaniem przykazanie. Liczą, że Jezus poprzez nadanie szczególnej wagi któremuś z ich ponad 600 nakazów i zakazów skompromituje się i będzie Go można oskarżyć o umniejszenie innym. Po raz kolejny sami się kompromitują zapominając najwyraźniej, że Jezus to Bóg i że Jego odpowiedź będzie na miarę Boga. Odpowiada im więc Syn Boży, że największym przykazaniem jest: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoja duszą i całym swoim umysłem”, a drugim: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”.  Te dwa przykazania to tak naprawdę filary wiary, podsumowanie treści Pisma Świętego, którego słowa mają być dla nas wskazaniem drogi do tej Miłości, o której mówi Jezus w swojej odpowiedzi. 

Omawiane fragmenty niedzielnego Słowa Bożego sprowadzają się do fundamentalnych prawd, które powinny przyświecać każdemu z nas: Bóg jest naszą największa miłością, a nie można kochać Boga nie kochając drugiego człowieka. „Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 J 4, 20). Jak rozumieć jedność tych dwóch miłości? Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, dlatego odrzucenie bliźniego jest odrzuceniem Boga. Często zadaję sobie pytanie, czym jest miłość do drugiego człowieka, bo przecież nie da się darzyć wszystkich jednakowym uczuciem. Myślę więc, że miłość może być także codzienną życzliwością, okazywaniem szacunku, niesieniem pomocy w chwilach potrzeby, pomocy na miarę naszych możliwości. Ta pomoc może się przejawiać dobrym, pokrzepiającym słowem, poświęceniem czasu, uśmiechem, umiejętnością przebaczania. Łatwiej jest kochać bliźniego odrzucając współczesne bożki, czyli wszystkie te rzeczy, do których tak łatwo się przywiązać, a które utrudniają nam miłość, jak np. pieniądze, nadmierna dbałość o własne wygody. Troszczmy się o siebie nawzajem, a może zwłaszcza o tych, o których świat zapomniał, bądźmy dla siebie dobrzy, okazujmy miłość nawet w  najmniejszych gestach, one też są ważne, a Bóg się do nas uśmiechnie, otoczy, jak Dawida, swoją opieką i miłością, w Nim będziemy bezpieczni aż do przyjścia Jego Syna, który ostatecznie wybawi nas od zła, cierpienia i grzechu.

 

Przypisy:

           1. Jan Paweł II, List apostolski Novo millennio ineunte. Na rozpoczęcie nowego tysiąclecia, Rzym 2001, nr 49.

    2. Wstęp do Księgi Wyjścia, [w:] Biblia Tysiąclecia, Poznań 2003, Wydawnictwo Pallottinum, wersja online: https://biblia.deon.pl (dostęp: 22.10.2026).

 

Marzena Janicka

nie-teolog

filolog angielski

absolwentka Szkoły Biblijnej Archidiecezji Gdańskiej

 

 

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję. ✕
107 0.037256956100464